Tak dobrze w sportach zimowych Polacy nie radzili sobie dawno.

Może nawet nigdy.

To fenomenalny prequel olimpijskiej zimy, do której został niespełna rok.

 

Oczywiście – w przeszłości był Małysz, Wielki Mistrz. Potem do Małysza doszła Kowalczyk. Zapewnili nam wspaniałe chwile. Jednak dwójka „jedynaków” w polskim sporcie zimowym pomimo radości, jaką sprawiała tysiącom kibiców… była tylko dwójką jedynaków. Wystarczyło jedno potknięcie Adama czy Justyny i radość zamieniała się w rozpacz nad stanem polskich sportów zimowych.

Teraz jest inaczej.

Tej zimy zabłysło wiele „gwiazdek” polskiego sportu, które mają aspiracje i szanse by zostać Gwiazdami przez duże „G”.

A więc po pierwsze: Z ostatniej chwili mamy SKOCZKÓW NARCIARSKICH. Kamil Stoch zdobył złoty medal Mistrzostw Świata. To niesamowite uczucie, po raz kolejny móc pochwalić się najlepszym skoczkiem globu. Ale przecież nie to złoto wzbudziło największe emocje we Włoszech. Nasze serca zabiły szczególnie mocno kiedy drużyna polskich skoczków (tak, drużyna!!!) zdobyła brązowy medal Mistrzostw Świata. Pierwszy raz w historii, i to bez Adama Małysza, Legendy polskich skoków. Piotrek Żyła, Kamil Stoch, Maciek Kot i Dawid Kubacki. Dwaj 26-latkowie (rocznik 1987) i dwaj 22-latkowie (1991). Fantastyczna Czwórka. Dziś, tydzień po mistrzostwach znów zameldowali się na trzecim stopniu podium (tym razem z Krzyśkiem Miętusem – także 22 lata –  zamiast Dawida Kubackiego) wyprzedzając Austriaków osłabionych nieobecnością Thomasa Morgensterna. Można długo zachwycać się postępem, jaki poczynił się w polskich skokach w ostatnich kilku latach. Ja dodam od siebie tylko jedno zdanie – byle do Sochi, panowie.

 

Po drugie: Biathlonistki. Krystyna Pałka – srebrny medal Mistrzostw Świata. Monika Hojnisz – brązowa medalistka Mistrzostw Świata, złota i dwukrotnie brązowa medalistka Mistrzostw Europy (znowu – rocznik 1991, w sierpniu skończy 22 lata). Z ostatniej chwili – Magdalena Gwizdoń – zwycięstwo w sprincie, w zawodach Pucharu Świata. Przypadek? Niemożliwe. Mamy drużynę fantastycznych biathlonistek, regularnie meldujących się w czołówce najlepszych zawodniczek globu. Sceptycy powiedzą: nie wygrywają zawodów Pucharu Świata, MŚ to zupełnie inna kategoria. Nie zgodzę się. Prawdziwa sztuka to przygotować najlepszą formę na najważniejszą imprezę. Dziewczyny potrafiły to zrobić.  Poza tym obowiązuje zasada – zawodniczki będące w pierwszej „20″ PŚ są na takim poziomie, że każda z nich może wygrać zawody. My mamy Krystynę Pałkę na 12. a Magdalenę Gwizdoń na 16. miejscu. Hojnisz jest 37., ale nie startowała w wielu zawodach z cyklu PŚ. Do Sochi również miała nie pojechać… pomógł sponsor, w końcu to próba przedolimpijska. Zresztą – dziewczyny nie muszą wygrywać zawodów PŚ. Ważne, by na najważniejszą imprezę pojechały w medalowej formie, zarówno strzeleckiej jak i biegowej.

 

Po trzecie – panczeniści. Trzeba by trochę poszukać (bo niewiele portali sportowych się tym interesuje), by dowiedzieć się jak świetnych mamy zawodników w łyżwiarstwie szybkim. Panie już pokazały swoją siłę zdobywając trzy lata temu na Igrzyskach w Vancouver brązowy medal. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej sukcesów naszych panczenów. Wymieniając tylko najbardziej aktualne: jutro (10 marca) Zbigniew Bródka ma szansę zostać pierwszym Polakiem, który triumfował na jednym dystansie (1500m) w Pucharze Świata. Przed ostatnim startem w sezonie wyprzedza Norwega, Havarda Boekko o 56 punktów. Co więcej, o miejsce na drużynowe podium po raz kolejny powalczą polskie panczenistki, które obecnie sklasyfikowane są na czwartym miejscu w klasyfikacji Pucharu Świata. A finał PŚ to nie koniec zmagań. Niedługo po nich Polacy wystartują w Mistrzostwach Świata w Sochi (21-24 marca). Medalowy worek Polaków ciągle pozostaje otwarty!

 

Po czwarte: Justyna Kowalczyk. Nadal wielka, nadal z medalem i Kryształową Kulą w dłoni, ale… no właśnie. Tutaj jest jakieś „ale”.

Przede wszystkim (i zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób może się ze mną nie zgadzać), Justyna Kowalczyk jest największą przegraną tego sezonu jeśli chodzi o biegi narciarskie. Jak Gregor Schlierenzauer w skokach. Są najlepsi w swoich dyscyplinach, tworzą na nowo własną historię… ale w najważniejszym momencie sezonu zawiedli. I co z tego, że Kowalczyk zdobędzie Kryształową Kulę… nie będzie smakowała tak samo jak poprzednie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Bjoergen nie startowała w znacznej części zawodów. Nie jest istotne dlaczego. Mart Bjoergen była o klasę lepsza od Kowalczyk w czasie najważniejszej imprezy sezonu. Odpoczęła wcześniej, nabrała sił i była niemal niepokonana. Kowalczyk odpoczywała w trakcie Mistrzostw Świata… (Schlierenzauer znajduje się w podobnej sytuacji – zdobędzie Kryształową Kulę, z której pozostali zawodnicy „zrezygnowali” – drugi w klasyfikacji generalnej Norweg Anders Bardal mając możliwość dogonienia Schlierenzauera zrezygnował ze startów chcąc przygotować się do MŚ. Zdobył złoty medal na małej skoczni, pokonując właśnie Schlierenzauera. Z kolei na dużej skoczni Austriak nawet nie zbliżył się do podium. Zwyciężył Kamil Stoch, który również zrobił sobie „przerwę” przed MŚ, by mieć czas na regenerację i spokojny trening.)

Ambiwalentne uczucia wobec przyszłych startów Kowalczyk potęguje dodatkowo jej „medialna” wymiana zdań z trenerem. Brak zgody pomiędzy nimi może niepokoić, bo nie ma nic gorszego niż utrata zaufania do trenera przez zawodnika. Jeśli w perfekcyjnie działającej maszynie sportowej nagle pojawia się zgrzyt… cóż, należy się niepokoić. Z drugiej strony – nie należy zapominać o tym, z kim mamy do czynienia. To Justyna Kowalczyk. Silna, zawzięta baba, która jest w stanie pokonać prawa natury by pokazać przeciwniczkom z kim zadarły. Na tym opieram swoją wiarę w tą dziewczynę.

 

 

Skoki narciarskie. Biathlon. Łyżwiarstwo szybkie. Biegi narciarskie.  Oto nasze szanse na medale na Igrzyskach Olimpijskich w Sochi.

Nie „szacowane”, wypowiadane przez Apoloniusza Tajnera w TVP. To są szanse realne, na które naprawdę możemy liczyć.

Może się mylę, ale sportowa zima dawno nie była dla Polaków taka piękna.

Skrzy się złotem, srebrem i brązem.

Daje nadzieję na ogromne sukcesy.

Teraz trzeba naszym „nadziejom” dać spokój i dobre warunki do rozwoju.

Jeśli nic się nie zepsuje, za rok możemy przeżyć naprawdę fantastyczne chwile!